czwartek, 4 stycznia 2018

Marcin Świetlicki, Rafał Księżyk, "Nieprzysiadalność. Autobiografia"


CHWILOWA PRZYSIADALNOŚĆ

Kiedy mniej więcej w połowie września, Marcin Świetlicki napisał na swoim facebookowym profilu: „A o grubej, ponad 600 stron, książce, która już tuż tuż, jeszcze nic nie powiem”, miałem wielką nadzieję, że jest to zapowiedź powrotu niejakiego Mistrza, bohatera prozy Świetlickiego sprzed dekady, który to powrót według słów samego autora „jest niewykluczony, choćby w zupełnie inny sposób”. Tymczasem czytelnik otrzymuje blisko 650 stron wywiadu-rzeki z poetą. Na okładce – fotografia Świetlickiego ze skrzydłami, z filmu „Anioł w Krakowie” Artura „Barona” Więcka z 2002 roku. Świetlicki – trochę anioł, trochę trup. Sprawcą całego zamieszania jest Rafał Księżyk (ur. 1970) – dziennikarz (redaktor naczelny „Playboya”) i pisarz, autor m.in. eseju o Williamie S. Burroughsie, specjalizujący się jednak w wywiadach-rzekach (dotychczas ukazały się jego rozmowy z Tymonem Tymańskim, Kazikiem Staszewskim, Tomaszem Stańką i Robertem Brylewskim). Widać, że był Księżyk do tej rozmowy doskonale przygotowany, zadawał Świetlickiemu mądre pytania, dogłębnie i na wylot poznał jego twórczość, nie ograniczając się jednak do jałowej próby egzegezy. „Nieprzysiadalność” trzyma niezwykle równy poziom, co z pewnością nie jest łatwe w przypadku tak dużej objętościowo książki. Trudno się więc dziwić deklaracji Świetlickiego, że „każdemu by odmówił oprócz Księżyka”.

Rozmowa przeprowadzona przez Rafała Księżyka pozwala zrozumieć zjawisko jakim bez wątpienia jest Marcin Świetlicki, prześledzić jego drogę. Świetlickiego można lubić lub nie, ale trudno zaprzeczyć, że jest on jedną z najważniejszych ikon współczesnej polskiej poezji. Choć przez lata zbudował sobie wizerunek buntownika, „nieprzysiadalnego” eskapisty, to jednak Księżykowi pozwolił na chwilę się przysiąść, nadspodziewanie się otworzył i udzielił odpowiedzi na wiele ważnych i interesujących pytań na temat swojego bogatego życia. Nie uciekając wcale od trudnych tematów, udało mu się w tym wywiadzie obalić kilka mitów, krążących na swój temat. To rozmowa nie tylko o samym Świetlickim, ale przede wszystkim o Polsce z perspektywy wrażliwego człowieka. Kopalnia wiedzy o środowisku literackim (burzliwa historia „BruLionu”), o literaturze, samotności, kobietach, psach itd. Niesamowite jest też, jak potężną wiedzę posiada Marcin Świetlicki na temat muzyki. W ogóle w pewnym stopniu można patrzeć na „Nieprzysiadalność” jako na świadectwo przeistaczania się Świetlickiego-poety w Świetlickiego-muzyka. W filmie „Świetliki nad Krakowem” z 1995 roku, poeta określa się mianem „biednego, samotnego misia Świetlickiego, któremu w ramionach matki literatury zaczęło być niewygodnie”. Życie Świetlickiego na przestrzeni dziesięcioleci uległo tak dalekiej przemianie, że o sobie z dawnych lat często mówi w trzeciej osobie.

Dziwią mnie utyskiwania i pohukiwania dobiegające ze strony sympatyków rządzącej psychoprawicy, jakoby „Nieprzysiadalność” była nieustannym i jednostronnym manifestem okołolewicowych poglądów politycznych. Cóż, każdy widzi to, co chce. Mnie jednak nie wydaje się, by było to prawdą, po pierwsze – poglądy są tu przedstawione w właściwy dla Świetlickiego ironiczny, stonowany sposób. Po drugie – każdy ma prawo do posiadania poglądów, nawet (lub zwłaszcza) wtedy, gdy nie są one zgodne z dogmatami formułowanymi przez aktualnie rządzącą ekipę. Po wtóre – akurat Świetlickiego trudno oskarżać o stronniczość, wystarczająco już zdążył podpaść zarówno prawicy, jak i lewicy. Tym wszystkim, którzy nadal mają obiekcje i węszą spisek, odsyłam do wiersza Marcina Świetlickiego pt. „Pogo” – tam bowiem znajduje się dość jednoznaczna instrukcja, co zrobić w sytuacji, gdy się nie podoba. Może wam się nie podobać, ale nie zabraniajcie innym, żeby się podobało. Politycy przemijają, razem ze swoimi „dobrymi zmianami”, a Świetlickiego – i piszę te słowa z mocą hipotezy – będziemy czytać jeszcze przez wiele dziesięcioleci. Człowieka, któremu przeszkadza stary, posiwiały, cuchnący papierosami i mruczący Marcin, uważam za groteskowego. I jedno powiem na koniec – Mistrz powrócił, chociaż w zupełnie inny sposób. Mały, samotny Mistrz Świetlicki, przez krótki moment w nastroju przysiadalnym.



Marcin Świetlicki, Rafał Księżyk, "Nieprzysiadalność, Autobiografia"
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017
Wydanie I
ISBN 978-83-08-06425-2
Moja ocena: 9/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Lajos Grendel, "Dzwony Einsteina"