![]() |
| fot. Cz.Czapliński, Świat Książki 2004 |
Po tej smutnej wiadomości z ubiegłej soboty, wciąż czuję się źle. Bo jak może się czuć ktoś, kto w wieku 13 lat przeczytał po raz pierwszy "My sweet Raskolnikow", a później w wieku 16 lat "Z głowy" i ten właśnie moment wielkiego odkrycia uznaje za swoje wejście w dorosłość, jedną z najważniejszych literackich inicjacji?
Polska literatura poniosła ogromną stratę, będzie brakowało Jego ironii, powagi, anarchistycznego humoru, krytycznego spojrzenia. Jednego z największych, najoryginalniejszych głosów.
Lata 80-te (1986 lub 1987 rok), Catskill Mountains koło Nowego Jorku, mój Ojciec pojawia się na pewnej imprezie. Po całym dniu pracy, w wielu miejscach nie pierwszej czystości, w T-shircie z logiem Mercedes-Benz. Traf chce, że przy barze siedzi J.G. Zostają sobie przedstawieni, imiennicy. Oto streszczenie dialogu, jaki się między nimi wywiązał: J.G: Widzę, że preferujesz mercedesy? J.W: Tak". Nic nieznaczący, niemożliwy do zapamiętania small-talk, a zawsze był dla mnie ważny. No i jeszcze to odnotowane przez mojego Ojca wrażenie, wspomnienie pisarza, wokół którego obracał się cały świat, piękne kobiety, drinki, przepych i blichtr. A on tylko siedział, niewiele się odzywał, cały czas jakby bacznie obserwując, rejestrując. Tak, jakby najważniejsze było tylko następne zdanie.
R.I.P, Mistrzu. Teraz już masz to wszystko "z Głowy".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz